Case interview: Dżezva × Kofimatik. Własna marka kawy (White Label) z Sonetami Krymskimi w tle

Zaczynali od parzenia kawy w tygielku na gorącym piasku dla turystów na Podlasiu. Dziś mają swój stacjonarny lokal w Warszawie, lojalną społeczność i własną linię ziaren, której nazwy inspirowane są twórczością Adama Mickiewicza. Jak wygląda tworzenie własnej marki kawy od kulis? Dlaczego zrezygnowali z inwestycji we własną palarnię na rzecz usługi White Label i współpracy z nami? Zapraszamy na rozmowę z Zosią – współtwórczynią warszawskiej Dżezvy.

Od Kruszynian na warszawskie osiedla

Kofimatik: Zaczynaliście dość nietypowo – od kawy parzonej na piasku. Skąd wzięliście się w branży kawowej?

Dżezva (Zosia): Zaczynaliśmy pięć lat temu w Kruszynianach. Tam, dla turystów, serwowaliśmy kawę parzoną na gorącym piasku w tygielku, metodą tatarów krymskich. To kawa z cynamonem i kardamonem. Kiedy zauważyliśmy zainteresowanie, rozszerzyliśmy działalność na zamek w Tykocinie i działaliśmy mocno regionalnie. Sytuacja zmieniła się, gdy przeprowadziliśmy się na studia do Warszawy i zaczęliśmy szukać sposobu na to, jak pokazać naszą kawę tutaj.

Kofimatik: Zaczęło się od eventów plenerowych, prawda?

Dżezva: Dokładnie. Zaczęliśmy uczestniczyć w Targach Śniadaniowych na Żoliborzu i Mokotowie, gdzie od maja do września wystawiamy się co tydzień. Z kolei około rok temu udało nam się otworzyć nasz pierwszy, stacjonarny lokal w Warszawie.

Dlaczego White Label zamiast własnego pieca?

Kofimatik: Waszą kawę w ziarnach sprzedawaliście jeszcze na Podlasiu. Jakie były Wasze początki z produktem w paczkach?

Dżezva: Wtedy sprzedawaliśmy po prostu stuprocentową arabikę z Brazylii, którą sami parzyliśmy w tygielku. Oferowaliśmy dwie opcje: ziarno lub wariant zmielony specjalnie pod naszą metodę. Używaliśmy innej tureckiej marki, ale bardzo zależało nam na polskim produkcie, a nie mieliśmy jeszcze wyrobionych kontaktów.

Kofimatik: Aż w końcu trafiliście na nas. Dlaczego budując własną markę, zdecydowaliście się na współpracę typu White Label, a nie na otwarcie własnej palarni?

Dżezva: Nie chcieliśmy skupiać się na wypalaniu ziaren, tylko na serwowaniu gotowej kawy naszym gościom. Z biegiem czasu chcieliśmy się rozwijać, ale nie mieliśmy wiedzy o rzemiośle wypalania. Dlatego w tej kwestii polegamy na Kofimatiku.

Własna palarnia generuje ogromne koszty na starcie. Sam piec, zużycie prądu, pracownicy, akcesoria – to wszystko mogłoby zabić biznes już na początku, zwłaszcza bez potężnego inwestora.

Coś więcej niż sama kawa (na przykład młynek w walizce)

Kofimatik: Czym dla Was jest dobra współpraca z palarnią?

Dżezva: Z Kofimatikiem po prostu od razu "zaskoczyło". To świetna współpraca nie tylko na stopie biznesowej – pomagacie nam w naszych szalonych pomysłach, czasem ratujecie nas pakując zamówienia na ostatnią chwilę lub pożyczając akcesoria. Działamy razem już około cztery lata!

Kofimatik: Byliśmy też jedną z pierwszych palarni, która mieliła dla Was kawę stricte pod tygielek...

Dżezva: Warto to zaznaczyć! Na początku używaliście do tego młynka, który sprawiał problemy. Kiedy przestał działać, stwierdziliśmy, że musimy pomóc wam zorganizować sprzęt do mielenia takich ilości. Z Dawidem polecieliśmy do Turcji i kupiliśmy porządny, 35-kilogramowy młynek żarnowy. Przywieźliśmy go w walizce do Polski! Kofimatik używa go do dziś. My wywodzimy się z kawy na piasku, wiemy jak trzymać tygielek, ale za to całej obsługi ekspresu nauczył nas właśnie Kofimatik.

Mogiły Haremu i siła unikalnego brandingu

Kofimatik: Dżezva to bardzo spójny koncept. Wasze paczki z kawą mocno różnią się od standardowych profili sensorycznych dostępnych na rynku.

Dżezva: Zgadza się, ciężko jednoznacznie ocenić wpływ samego brandu na sukces lokalu, ale u nas nazwy kaw nie nawiązują do pochodzenia ziaren, lecz są inspirowane „Sonetami krymskimi” Adama Mickiewicza. Na półkach mamy m.in. „Mogiły Haremu”, „Stepy Akermańskie”, „Ałusztę w dzień”, „Ałusztę w nocy” czy „Bakczysaraj”. W ten sposób promujemy twórczość Mickiewicza – na pomysł wpadł mój tata, który jest polonistą. To był strzał w dziesiątkę, a etykiety dopełniają grafiki inspirowane bezpośrednio zdjęciami z Krymu.

Kofimatik: Jak ludzie reagują na tak odważne nazwy?

Dżezva: Na początku budzi to zaskoczenie. Przy „Mogiłach Haremu” regularnie pojawiają się żarty, że ta kawa wprowadzi kogoś do grobu. Co ciekawe, gdy moja mama usłyszała tę nazwę, była pewna, że nikt jej nie kupi. Tymczasem stała się naszym bestsellerem! Przyciąga uwagę i świetnie sprawdza się na prezent. To zresztą nasz jedyny blend z robustą – jest bardziej goryczkowy, co tematycznie idealnie pasuje do nazwy.

Kofimatik: Czujecie, że taka koncepcja buduje wokół Was społeczność?

Dżezva: Społeczność powoli się tworzy, m.in. przez TikToka, gdzie Dawid ze swoim stylem bycia radzi sobie świetnie. Ale prawda jest taka, że gdybyśmy mieli na półkach standardowe kawy innych palarni, najpewniej nie osiągnęlibyśmy takiego efektu i nie stworzylibyśmy miejsca, do którego klienci wracają z taką regularnością.

Jak stworzyć własną markę kawy? Rada na start

Kofimatik: Na koniec – jaką radę dałabyś osobie, która teraz zastanawia się nad stworzeniem własnego brandu kawy?

Dżezva: Doradziłabym, żeby w pierwszej kolejności rzetelnie odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakim celu ta marka ma w ogóle istnieć? Nie zaczynałabym od loga i opakowań. Najpierw skupiłabym się na znalezieniu odpowiedniej palarni i doborze samej kawy. Budowę brandu zostawiłabym na później.

Kofimatik: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Trzymamy kciuki za dalszy rozwój!

💡 Chcesz stworzyć własną markę kawy (White Label) dla swojego biznesu? Nie musisz inwestować w sprzęt, piec ani zatrudniać roasterów. Zrobimy to za Ciebie.

  • Pomagamy dobrać profil ziaren pod Twoich klientów.
  • Wypalamy i pakujemy kawę w oparciu o Twój branding.
  • Wspieramy Cię technicznie i dzielimy się know-how.

Podaj nam swój pomysł, a my zamienimy go w pyszną kawę w Twoich paczkach. Skontaktuj się z nami i stwórzmy produkt, po który Twoi klienci będą wracać.

Powrót do bloga